Rzeka

Wody tej rzeki są kuszące nawet wtedy, kiedy zdaje się ona tracić swoją dzikość. Ale to tylko gra pozorów. Tak naprawdę wciąż jest nieokiełznana i powabna. Prawdziwa femme fatale nie tylko tego miasta. Iluż to już mężczyzn zanurzyło się w niej bezpowrotnie? Ile kobiet? I kto jeszcze wpadnie w jej sidła? Namiętna, pociągająca, cicha. Jej kobiecość przeraża mnie. Można od niej uciec, ale nie sposób o niej zapomnieć.

Nocą

To miasto nigdy nie śpi. Bez względu na porę, zawsze towarzyszy spóźnionym przechodniom. Małe, senne miasteczka są dobre dla tych, którzy nie mają problemu ze snem. Takie miasteczka zasypiają z ludźmi i razem z nimi się budzą. Zgodnie z odwiecznym prawem owych miasteczek oraz mieszkających tam ludzi. A jednak są i tacy, którzy w środku nocy czują się w nich obco. Otoczeni wszechobecnym snem niecierpliwie czekają na pierwszy pociąg, lub autobus, który wywiezie ich jak najdalej od tych miejsc. Czasami, nie mogąc wytrzymać ciemnych spojrzeń okien, ruszają przed siebie. Byle tylko pozostawić tą ciszę i te okna za sobą. Jakby tworzyły one zupełnie odmienny świat, którego istnienie niełatwo jest zaakceptować. Dom, sen, spokój, rodzina… Tak, niekiedy trzeba uciekać, by nie poczuć narastającego w sobie uczucia zazdrości.
To miasto jest zupełnie inne. Jego otwartość zarówno niszczy, jak i wyzwala. Wystarczy tylko pozwolić mu pokierować samym sobą. Ono doskonale wie, jak przygarnąć jednych i drugich, dając każdemu, co jego. Niestety, małe miasteczka za słabo ufają przyjezdnym.

Stolpersteine

To tylko cztery małe tabliczki. Wciśnięte pomiędzy chodnikowe płyty pozostają praktycznie niezauważane. Ich wstydliwe milczenie jest bezradne wobec zgiełku wielkiego miasta. Tak, jak bezradni i milczący wobec tego miasta byli ludzie, po których zostało tak niewiele: imię, nazwisko, data urodzenia. Ale już nie śmierci. „Ryga. Zamordowano”. Nic więcej. Jak niewiele potrzeba, by opisać czyjeś życie. I jak szybko takie życie odchodzi w niepamięć. Szczególnie, kiedy staje się niewygodne dla pamięci. Może to kwestia estetyki? W ostatecznym rozrachunku spopielony włos Szulamis zawsze przegra ze złotym włosem Małgorzaty.

Dworce kolejowe

Dworce kolejowe. Węzły łączące na dłuższą lub krótszą chwilę trasy ludzkich marszrut. Miejsce spotkań i pożegnań, nierzadko ostatnia przystań dla tych, którzy pogubili się we własnej drodze. Niemi świadkowie coraz szybciej pędzącego świata. Bożki fałszywych nadziei i niespełnionych marzeń. Tabernakula nieustannie tlących się wspomnień. Stworzone przez ludzi i z czasem coraz bardziej im podobne. Rodzą się, rosną i umierają. Jedne są piękne, inne brzydkie. Bywają bardziej, lub mniej przyjazne. Cierpią na swoje choroby, a także mają własny rytm życia. Niektóre nigdy nie zasypiają, inne niekiedy tylko się budzą. Zarówno obecne, jak również utracone, trzymają wartę nad naszą pamięcią. Te wszystkie dworce i stacyjki w Stróżach, Tarnowie, Jaśle, Krakowie, Hamburgu, Wrocławiu, czy Warszawie. W każdym z nich zostawiamy jakąś cząstkę nas samych, chociaż z wiekiem przychodzi to nam coraz trudniej. Tak, jakbyśmy zostawili już to, co w nas najważniejsze, w tych pozostawionych za nami poczekalniach i peronach.